Ostatnio złapałem się na tym, że mimo stałej pracy i w miarę regularnych dochodów, pod koniec miesiąca zawsze zastanawiam się, gdzie te pieniądze właściwie zniknęły. Kilka lat temu kompletnie nie interesowałem się finansami osobistymi, wszystko wydawałem „na bieżąco”, bez planu i bez żadnej poduszki. Dopiero gdy trafił się nieprzewidziany wydatek, zacząłem myśleć o oszczędzaniu i inwestowaniu, ale ilość informacji w sieci trochę mnie przytłoczyła. Z jednej strony lokaty, z drugiej giełda, ETF-y, nieruchomości… Każdy mówi co innego. Ciekawi mnie, jak wy do tego podchodzicie i od czego faktycznie warto zacząć, żeby nie popełniać głupich błędów na starcie.